Dzień 1, 4 czerwca 2021, długa jazda Dallas, Tx – Knoxville, Tn

Wyruszamy dzis w naszą podróż jubileuszową. 10 lat temu też w taką się wybraliśmy aby oficjalnie rozpocząć nasze wspólne życie skromną ceremonią zaślubin na plaży w Duck, w Karolinie Polnocnej. Było to 17 czerwca 2011 roku. I dziś znów tam jedziemy, zwiedzając po drodze inne miejsca, i te nowe i te stare, które już kiedyś odwiedziliśmy. Mieliśmy wyruszyć o 6 rano,  a udało nam się wyjechać o 7:30, nieźle. Przed nami było 12-13 godzin jazdy i ponad 800 mil z domu w okolicach Dallas-Fort Worth w Teksasie do Knoxville, w Tennessee. Droga upłyneła spokojnie i w wiekszości nudno, choć z małymi atrakcjami. Przejazd atostradą międzystanową nr.40 przez Memphis musi uwzględnić przekroczenie Mississippi, a tam są tylko 2 mosty. GPS przekierował nas w „ciekawą” dzielnicę i nastepne półtorej godziny poruszalismy sie z szybkościa 2mil na godzinę. Do hotelu dojechaliśmy przed północą. Pokój okazał się w porządku.

Parę widoczków z “ciekawej” dzielnicy Memphis. Ameryka też jest taka …  I trochę obrazków z Memphis po przejechaniu mostu

Dzień 2, 5 czerwca 2021, Knoxville, TN, okolice: góry, wodospad i potok

Dziś nie jedziemy dalej, żeby odpocząć i nie forsować znów 12-godzinnej podrózy. Postanowiliśmy coś ciekawego zobaczyć w okolicy Knoxville i wybraliśmy sie do Smokey Mountains. Dojechalismy najpierw do miasteczka o nazwie Gatlinburg. Położone jest ono u podnóża gór i mocno przypomina, Szklarską Porębę, Krynicę i może trochę Moab. Pełno ludzi, dzieci i krętych ulic na wzgórzach. Szybko przez nie przejechaliśmy w drodze do Cades Cove, polecanego nam punktu widokowego. Piękna, wijąca sie droga miała potok raz po jednej raz po drugiej stronie i zatrzymywaliśmy sie wielokrotnie. Robert robił też zdjęcia w czasie jazdy . Na jednym z postoji odryliśmy droge do wodospadu Laurel Falls i wybralismy się na kilku-godzinny spacer. Dużo innych ludzi też się na taki spacer wybrało, ale miało to swoje dobre strony: przy okazji pokazywania sobie misia na drzewie i jego mamusi w krzakach, poznalismy genetycznych polaków i nawet daliśmy im naszą wizytówkę. Mają nas odwiedzić w Texasie, w sklepie. Było ok 30C wiec całość okazała sie trochę męcząca i tłoczna jak na nasz gust ale byliśmy razem i było super. Cades Cove okazało się 11 milową pętlą wiodącą przez bardzo malownicze nieużytki, pola i laski. Kawalkada aut zatrzymywała się przy każdym zwierzatku, głównie polując na misie. Nam też sie udalo zrobic wiele zdjęć czarnych kupek futra na polach, bo tak własnie misie wygladaja z daleka. Wracaliśmy gadając o tym jak pięknie dziś było.

Dzień 3, 6 czerwca 2021, dłuuuga jazda, Knoxville – Boston

Kolejny długi dzień jazdy przed nami. Wyjechanie o 6 rano znowu nam nie wyszło 😊 ale o 9 już się udało. Jazda non-stop, zmiany co 2h, benzyna i tak w kółko. Duzo gadania o wszystkim, nie użyliśmy żadnych wcześniej przygotowanych zajęć, no, przeczytałam Robertowi kilka stron mojego kryminału, ale to tyle. I znów kwestia przejechania rzeki i trafik do mostu okazały się problemem. Koło Nowego Yorku trzeba było zmienić trasę i już po zupełnym ciemku dojechac do hotelu pod Bostonem. Zadzwoniliśmy wcześniej, że będziemy późno i wszystko wyszło ok.

Dzień 4, 7 czerwca 2021, Boston i dojazd do Cape Code

Wyspani i spakowani ruszyliśmy do Bostonu. Robert znalazł sklep z artystycznymi materiałami, Blink i tam sie udaliśmy. No!!! Kto by pomyślał jakie fajne rzeczy może sobie artysta kupić na imieniny! Na jedzonko chcieliśmy sie udać na bagle typu Einstein Brothers, i wiedzeni GPSem dotarliśmy do …. kafeterii na Boston University, zamkniętej na dodatek. Oj, już nam się Boston nie spodobał. Znalezlismy pobliskie miejsce na naleśniki, bardzo nagradzane i …. ok. Robert robi lepsze naleśniki 😊 Było ciepło, ponad 30C, trochę chodzenia i …. chcieliśmy już stamtąd wyjechać i dostać się na Cape Code. Jak bym chciała zamieszkać w mieście, które wygląda europejsko i podobnie do Paryża, to zamieszkałabym w ….. Paryżu, nie w Bostonie . W międzyczasie dostaliśmy informacje o naszym hotelu w Provincetown, że jest już gotowy, i że mamy zamówić śniadanie, online itp. Dotarliśmy do niego ok 6PM. Pokój jest super, duzy, z ładną funkcjonalną łazienką, wychodzi na wspólny balkon/przejście na 2 piętrze , od strony basenu ale nie bezposrednio na basen. Fajnie, bo zostajemy tutaj 4 noce. Rozpakowaliśmy się i poszlismy zobaczyć wyszukaną wcześniej atrakcję: Prowincetown Causeway, czyli przejscie poprzez płytką zatokę zbudowane z dużych kamieni, po których idzie się przez ok 2km. Sprawdziliśmy, jutro tam pójdziemy. Na początek jednak musimy znależć okulary dla Roberta bo sie zgubiły.

Imieniny w Bostonie

Czego potrzebuje Artysta w dniu swego święta?? wizyty w sklepie z farbkami, papierami i pędzelkami. Nie mamy tego sklepu w DFW

Imieniny w Bostonie

Boston

Spacer po Bostonie w poszukiwaniu jedzenia, ciepło, miejsko, nie nasza bajka raczej, ale zdjęć parę fajnych się zrobiło

Boston

Codzienny selfik, tym razem w garażu, żeby auto później znaleźć

Cape Cod pierwsze wrażenie …

Dzień 5, 8 czerwca 2021, Provincetown, miasteczko i przejście do plaży po kamieniach

Śniadanie przybyło o 9, jak było umówione. Nawet bylo zjadliwe, choć do śniadań w hotelach w Europie to się te amerykańskie nie umywają. Poszukiwania okularów nie były długie. Przy okazji okazało się, że Provincetown to bardzo sympatyczne miasteczko, pomimo dużej przewagi odmiennych orientacji, z czego to miejsce słynie. W porcie, na molo, Robert znalazł mnóstwo różnych stateczków i łódek do obfotografowania a ja zadzwoniłam do Mamy. Przeszliśmy się główną uliczką, coś tam kupiliśmy, coś zjedliśmy z widokiem na plażę i wróciliśmy do hotelu.

Przypływ już przeszedł i można było bez obaw przejść przez Causeway. No to poszliśmy i było świetnie, choć jak zawsze w naszym przypadku dłużej niz normalnie. Zrobiliśmy pełno zdjęć na samym przejściu, potem na niełatwej drodze przez wydmy z pięknymi kwitnącymi różami, na plaży, po drodze do latarni morskiej, przy latarni i po drodze przez wydny z powrotem do przejścia. Zaskakująco, byliśmy prawie sami w czasie tej wycieczki …. było to bardzo przyjemne choć trochę niepokojące. Pod koniec doszliśmy do niefajnego wniosku, że już troszkę nas wykańczają takie wycieczki, no po prostu … wieku nam przybywa 😊 ale do hotelu dotarliśmy :wykończeni, spoceni, jakoś lepiący i bardzo wakacyjnie zadowoleni. Wykąpani zasiedliśmy do zrzucania zdjęć i wylegiwania się.

Dzień 6, 9 czerwca 2021, Cape Cod, plaża itp

Dziś od rana kurowaliśmy opalenia, czerwone rączki i dekoldy. Trochę pracy reklamowej na komputerze i ruszyliśmy na plaże posiedzieć klasycznie na leżaczkach, pod parasolem, poczytać. Wytrzymaliśmy ok 2h. Widoczek był nietypowy, morze i niebo w 2 odsłonach chmur zlewały się w jedno … Robert czytał Rudolfa Steinera a ja poznański kryminał, co świetnie oddaje odmienność naszych intelektualnych zainteresowań. A i tak czytaliśmy sobie nawzajem interesujące kawałki. Dostatecznie wyplażowani wróciliśmy do domu żeby odpocząć i wybrać sie do restauracji. Podobno najlepsze w Provincetown jest Mews Cafe. Pojechaliśmy i zjedliśmy fajny nadmorski obiad na patio na zewnatrz. Pochodziliśmy po miasteczku i wróciliśmy do domu/hotelu. To miasto kojarzy nam się z miastem tych co nie pasują do tych innych i może dlatego dobrze się tu czujemy, choć obecność tych innych jest zauważalna na każdym kroku. Postanowiłam wyczyścić mój telefon ze zdjęć i to zabrało dłuuugo …..

Provincetown, Cape Cod

Dzień 7, 10 czerwca 2021, Provincetown, Cape Cod, ostatni dzień

Dzś to już zupełne wakacje odstawiliśmy. Od rana robiłam tą stronę, Robert malował sprawdzając nowy typ papieru. W końcu pojechaliśmy na parę innych plaż gdzie okazało sie ze 24C to tutaj zimno i wieje. W nagrodę, z plaży zobaczyliśmy głowy tutejszych fok, najprawdopodobniej były to foki szare, duze, o glowach podobnych do koni 😊 Podobno zachowałam się jak Juluś na ich widok. To już nasz ostatni dzień na Cape Cod. Ostatni spacer, rybki z frytkami i drink. Fajne miejsce, napewno bylibyśmy tutaj częściej gdyby nie było to tak daleko od nas. Na koniec pare zdjęć naszego hotelu …

Seaglass Inn & Spa, Provincetown, Ma

Dzień 8, 11 czerwca 2021, dojazd do hotelu koło Cape May

Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy o 8 rano, przed nami było ok 450 mil po bardzo zatłoczonym kawałku Ameryki, na dodatek w piątek, kiedy wszyscy opuszczają miasto na weekend. Jakoś mniej to odczuwamy w Texasie. I znów najważniejsze było przejechanie rzeki Hudson w okolicy Nowego Yorku. Postanowiłam użyć FB, i zapytałam Polki w Stanach 1 jak najlepiej przejechać naokolo NY. Jedna z przemiłych Pań udzieliła mi odpowiedzi i w sumie gładko udało sie to zrealizować. Dalej było tłoczno prawie do końca, ale dojechalismy. Hotel jest dość specjalny, stary, chyba z lat 70-tych, ostatnio odremontowany, ale pewne rzeczy jeszcze trzeba by pozmieniać, jak np. pościele. Damy radę! Mamy apartamencik z kuchnią i sypialnię. Po przyjeżdzie poszliśmy jeszcze na plażę bardzo inna od dotychczas widzianych, ogromna, wręcz industrialna. Zobaczymy co będzie dalej …

Cape May, NJ i okolice

Dzień 9

12 czerwca 2021, Cape May, NJ, spacer po miasteczku

 

Dziś od rana w planie jest Michael’s i Walmart a potem Cape May, miasteczko, plaża i sławne wiktoriańskie domki. Wow! I znów inaczej niż dotychczas. To miejsce jest najstarszym kurortem w USA, głównie dla Filadelfii ale i dla NY też. Dużo tu miejsc do obfotografowania i namalowania. Zebraliśmy pokażną kolekcję zdjeć. Moj telefon wysiadł a potem Roberta telefon też prawie się wyczerpał bo był używany przeze mnie 😊. Późny lunch zjedliśmy w retauracji przy głównej ulicy, tuż przy plaży. Cieszyliśmy się że to wakacje bo normalnie nie moglibyśmy tyle czekać. Para dwóch rozbawionych facetów powiedziała nam, że właśnie wczoraj się pobrali, a ja im pogratulowałam i powiedziałam żeby przyjechali tutaj za 10 lat, tak jak my …Domki są prześliczne, każdy inny, plaża ogromna i miejska, pełno na niej ludzi, z dziećmi …. W drodze powrotnej do hotelu Robert chciał zatrzymać sie w jakimś porcie, żeby sfotografować stateczki, łódki itp. Piękne miejsca znaleźliśmy i znów moc zdjęć zrobiliśmy. Znaleźliśmy też gniazdo rybołowa, i jemu też zrobiliśmy pełno zdjęć. Ciekawe, gniazdo było położone tuż pod duzym wiatrakiem co przeszkadzało drugiemy ptakowi  w wyladowaniu. Bardzo się cieszę, że Robert ma fun z aparatu i obiektywów

Stateczki, łódeczki i rybołów

Dzień 10, 13 czerwca 2021, Cape May, wyprawa stateczkiem i obiad o zachodzie słońca

Wczoraj, przy okazji fotografowania stateczków i łódeczek znależliśmy wyprawę statkiem na oglądanie delfinów i może wielorybów. Rano wstalismy tak żeby zdążyć na 10 rano. Wyprawa była super, wyglądanie delfinów było fascynujacym zajęciem: gładki ocean a człowiek wygląda jakiejkolwiek nieprawidlowości zwiastującej zabawne morskie ssaki. Obsługa statku dobrze wiedziała gdzie je znależć i koniec końców zaczęły sie nam nudzić 😊 za to wielorybów nie było …. ale byl orzeł i pełno rybołowów. Wieczorem poszliśmy do niedalekiej restauracji na zachód słońca, który nie wyszedł zbyt spektakularnie, ale było fajnie mimo wszystko. To już nasz ostatni dzień w Cape May. Jutro jedziemy dalej

Dzień 11, 14 czerwca 2021, dojazd do Outer Banks (OBX)

Budzik nie zadzwonił ale zdążyliśmy a nawet byliśmy za wcześnie, drudzy w kolejce, auto przed nami też z Texasu. Na co? Na przeprawę promem. Półtorej godziny na statku, fotografowanie morza i rozmaitych elementów statku … i dalej w drogę. Niby tylko 260 mil ale „opłotkami” i wyszło długo i trochę męcząco. Ale oto już jesteśmy na Outer Banks, czyli tu gdzie zmierzaliśmy. Za parę dni nasza rocznica, tutaj, na plaży … a póki co widoki z balkonu naszego pokoju zapierają dech w piersiach, nawet na plażę nie trzeba schodzić i nie za bardzo się nawet chce 🙂

prom i opłotki

wjazd na OBX i widok z balkonu naszego pokoju ….

Dzień 12, 15 czerwca 2021, OBX, cały dzień wakacji z widokiem na morze

No i jesteśmy na wakacjach! Czyli nie trzeba robić nic. No to pojechaliśmy po kawę do Starbucksu, obejrzeliśmy mecz Węgrów z Portugalią, poopalałam się chwile, obejrzeliśmy mecz Francja-Niemcy, poszliśmy na obiad do restauracji (so-so) i na spacer do mola i z powrotem. Żadnych wielkich planów na dziś nie mieliśmy i było super. Aha, Robert zrobił próbnik kolorów farbek a ja zadzwoniłam do mamy

Dzień 13, 16 czerwca 2021, OBX , latarnia, stateczki i wildlify

Poranek znów był wakacyjny ale już po poludniu wybraliśmy się żeby coś zobaczyć. Latarnia morska zapowiadała się fajnie, ale na miejscu okazało się ż bilety kupuje się online najlepiej o 7 rano i szybko. Ok. To będziemy ją oglądać z dołu. Spacer do punktu widokowego był sympatyczny. Pojechaliśmy dalej i natrafiliśmy na port stateczków. No!! I znów Robert mógł dorzucić coś do swej kolekcji. Pojechaliśmy jeszcze trochę dalej i tam natrafiliśmy na bardzo fajne stawy i dróżkę spacerową. Tym razem znależliśmy ciekawe wildlify, czyli faunę, czyli różne zwierzęta. To jest to co ja bardzo lubię. Wróciliśmy do hotelu i zjedliśmy obiad własnej produkcji. I to są plusy posiadania polskiego sklepu!

Dzień 14, 17 czerwca 2021, OBX , nasza 10-ta rocznica ślubu

Dziś jest nasz wielki dzień! 10 lat temu, 17 czerwca 2011 roku pobraliśmy się na plaży w Duck, NC. I dziś będziemy w tamtym miejscu aby powspominać i pofilozofować o tym jakie było te 10 lat. O 5 rano z balkonu naszego hotelu zfotografowaliśmy wspaniały wschód słońca. Bardzo lubię takie położenie naszych hoteli, bez szykowania się jakiegokolwiek można uczestniczyć w super wydarzeniu. Po kolejnym wyspaniu się, obejrzeniu 2 meczy i wyszykowaniu świątecznym wyruszyliśmy do tamtego miejsca. I było, inne, zmienione ale było, tak jak my. Porobiliśmy sobie zdjęcia automatycznym nastawieniem Roberta aparatu co wyszlo przekomicznie, ale i ładnie. Trochę mi chodziło o to żeby zestawić zdjecia sprzed 10 lat z tymi nowymi. Jak wyglądamy? Zmieniliśmy się? Bo to co w środku się nie zmieniło, jesteśmy razem i Bóg da będziemy jeszcze długo. Nawet jak wszystko wokół nas znów się zmieni … Zamówiliśmy sobie stolik w fajnej restauracji i poszliśmy na zakupy i na lody. Jechanie 1 pasmową drogą do Corolli zabiera dużo czasu pomimo relatywnie krótkiego dystansu ale zdąrzyliśmy, na pyszny obiad (jak zawsze oglądany okiem właścicieli restauracji 😉) i na zachód słońca nad zatoką … Piękny ten dzień był ….

Sesja na “tej” plaży

Tradycyjne, coroczne zdjęcia, tylko ławka inna

Wieczorny obiad … i zachód słońca

Dzień 15, 18 czerwca 2021, konie na plaży i ostatni dzień na OBX

A dziś był dziwny dzień … najpierw nic nam sie nie chciało robić a potem dalej nam się nie chciało ale jednak pojechaliśmy tam gdzie można zobaczyć dzikie konie na plaży. I jak się to nam opłaciło! Jazda po plaży możliwa tylko dla aut 4×4, dzieki za Subarka! I konie też się znalazły! ale fajne doświadczenie! I to już nasz ostatni dzien na Outer Banks. Może zobaczymy sie wcześniej niż za 10 lat? Jutro ruszamy dalej ..

Dzień 16, 19 czerwca 2021, Myrtle Beach, SC

Przejechalismy dzis opłotkami 300 mil i dojechaliśmy do Myrtle Beach w Karolinie Południowej. Droga była malownicza choć rozmowa nam się trafiła trochę gorąca, o remoncie łazienki i rozumieniu słów. Nawet fajnie że takie rozmowy mają czasem miejsce, jest człowiek zmuszony do zobaczenia jak bardzo nasza wewnętrzna konstrukcja wpływa na nasze rozumienie i przekazywanie informacji, zwłaszcza w konfrontacji z tym drugim człowiekiem, który to wszystko ma zupełnie inaczej poukładane. Myrtle Beach to skrzyżowanie morskiego miasteczka, z zadęciem na kurort z wesołym mieasteczkiem, a wszystko w sosie Ameryki jakiej nie zna normalny człowiek-emigrant. Na ulicach koloryt skóry w 80% odmienny od naszego, reszta to biała grupa z przedmieść i domów mobilnych, większość w rozmiarze XXXL, plus kilku równie jak my zdziwionych turystów. Na ulicach wypożyczone auta robiące hałas i baaardzo głośno grające nie naszą muzykę. Co gorzej to wszystko trwało długo w nocy, tak że basy dochodziły nawet do 8 piętra naszego pokoju hotelowego, skąd innąd bardzo porządnego. Rano, ani człowieka na ulicy …. fakt, że wczoraj była sobota.  Na dużej, szarej i brudnej plaży tłumy ludzi … Przepraszam za dobitność ale okropne miejsce, do omijania szerokim łukiem, chyba, że ktoś chce zobaczyć taką Amerykę i lubi styl wodewilowy. Dziś ruszamy dalej na południe.

Plaża

Ulica

Dzień 17, 20 czerwca 2021, Charleston i Savannah

Zaraz po wyjechaniu z centrum Myrtle Beach okolica zrobiła się normalniejsza, nawet ładna. Przy okazji szukania Starbucksa trafiliśmy na jeden z lepiej schowanych w hotelu/resorcie, zresztą bardzo fajnym (zanotowaliśmy miejsce, a nóż kiedyś zechcemy tam zawitać). Ogółnie dużo rozmawiamy o przyszłości malowania Roberta, gdzie i jak to robić, skąd brać inspiracje (z podróży oczywiście!) no i jak tym zarabiać (to ja, w końcu jestem numerologiczną 8) . Po drodze postanawiamy wjechać na Pawleys Island, znalazłam ją wcześniej w necie ale okazała się inna. To małe miasteczko nadmorskie, z atrakcją w postaci kościółka na palach i rozlewisk z miejscami lęgowymi ptaków po drugiej stronie niż morze. Moim zdaniem fajne miejsce dla rodzinnych wakacji, dla zwolennikow wildlajfów bo sklepy i restauracje raczej nieobecne. Narobiliśmy tam zdjęć czapli, która koniecznie chciała załapać się na coś co złapią panowie łowiący obok. I dalej droga do Charleston . Trochę w deszczu bo odłamkami huraganu dostaliśmy.

Charlston to prześliczne miasto! Bardzo nam się podobało, tylko nie to co było reklamowane. Rząd kolorowych domków nazywanych Rainbow Row nie wydał nam się interesujący wogóle, ot kilka kolorowych kamienic i grupy młodych dam wycinających kaczki do selfików. Plaskie fasady wymalowanych domow zgrywały się wyśmienicie z płaskimi wmętrzami wymalowanych twarzy. Za to domki okoliczne, czy to przy głównych ulicach czy w zakamarkach między kamienicami były przeurocze, dopełniane bardzo ładnymi aranżacjami roślinnymi. Dużo różnych galerii oczywiście z raczej podłym malarstwem, nieumywającym sie do tego które prezentuje mój mąż. Promenada z widokiem na morze też bardzo europejska z kamienicami z balkonami … mogłabym tam pomieszkać, np. z miesiąc. W końcu ruszamy dalej, lekko zmęczeni a przed nami 2h jazdy i zwiedzanie Savannah. Po drodze deszcz więc dyskutujemy jak to zrobić. W końcu jedziemy do centrum choć jest już ok 7pm. Spacer wokół parku przynosi wiele zdjęć fontanny i drzew z porostami, tak charakterystycznymi dla tych obszarów. Kilka ładnych domów ale to nic w porównaniu do Charleston. W parku spotykamy Polaków z NY i ucinamy sobie z nimi krótką rozmowę …. Potem już tylko restauracja koło hotelu i kolejny „dom” na 1 noc. Rano ruszamy na Florydę!

Charleston, domki i ulice

Charleston, drzewa, więcej domków i morze

Savannah

Dzień 18, 21 czerwca 2021, jazda na Florydę

Dziś to cały dzień jechania przed nami, aby do znajomego nam Fort Lauderdale na Florydzie dojechać. No i dokulalismy się, pod wieczór. I tutaj pierwszy raz mieliśmy problem z hotelem. Niepotrzebnie wynajęłam coś co jest prywatną własnością i to co dostaliśmy jakoby z urzędu nie dało się zmienić. Pokój z balkonem na dach na którm również stal basen ze wszystkimi urządzeniami, no! No! Po godzinie telefonów z Expedią rozłączyli mnie i … już dalej nie kombinowałam: wynajęłam z marszu pokój w okolicznym hotelu. Okazał sie w stylu i wieku podobny do Wintersetu w którym zatrzymywaliśmy się na ARVO, i leży też tuż kolo niego. Na dodatek ma widok na kanał, no i jest obszernym apartamentem urządzonym eklektycznie. Okazuje się że kanał jest dużo ciekawszy dla fotografa.

Dzień 19, 22 czerwca 2021, Floryda, plaża i Aruba

Dziś mecz o 3pm to od rana idę na plażę, choć gorąco jest ale najpierw pare zdjęć z naszego hotelu. I fajnie było ale po powrocie lekka wysiadka. Zimny prysznic przywrócił mi jakąś przytomność umysłu. Kolacja w naszej ulubionej Arubie, jest i ma się dobrze, rozrosła się, można zjeść na zewnątrz, no i ciagle mają w menu seafood quasadijas, jak 24 lata temu …. wow. Wieczorem spacer po plaży i deptaku. Znajdujemy restauracje z ogromnymi margeritami, na które Robert koniecznie chce się wybrać.

Dzień 20, 23 czerwca 2021, Floryda, margerity

Od rana lenistwo ostatnich dni wakacji i kombinowanie jak zabezpieczyć sklep w odpowiednie osoby do pracy w lipcu, trochę pisania . Mecz Polski ze Szwecją, niezła tragedia wynikowa choć mecz był dobry. Za to Francja Portugalia to dopiero była rozrywka! W końcu się wybieramy na obiad z tymi wielkimi margeritami i po drodze fotografujemy „nasz” Winterset, hotel w którym przez lata zatrzymywaliśmy się w czasie ARVO. No i proszę, proszę ile może wypić mój niepijący mąż! Wracaliśmy naokoło usiłując strawić nadmiar jedzenia i płynów. Fajnie tak iść i wiedzieć że możesz polegać na tym drugim w razie potknięcia …

Dzień 21, 24 czerwca 2021, Floryda, Fort Lauderdale, Las Olas i kanały

Dziś pada co chwilę, więc postanowiliśmy udać się na Las Olas, główną ulicę Fort Lauderdale. Nie ma tam już naszej ulubionej restauracji, Mango Cafe, zamknięto ją i jakaś inna niebawem tam się otworzy. Szukaliśmy brakujacych nam prezentów, ale nic nie znależliśmy, wiadomo, że trzeba kupować prezenty kiedy są a nie jak już koniecznie trzeba je kupić. Ogólnie to jest gorzej niż było za naszego corocznego przyjeżdzania tutaj na ARVO, moją oczną konferencję. Po spacerze drogą, którą znaliśmy zeszliśmy trochę na bok, … i znalezliśmy super miejsce nad kanałem, wróciliśmy tam po przeparkowaniu na małe jedzonko i drinka. Przy okazji trafiły się nam przepiękne zielone iguany do obfotografowania. Krótka wizyta w Galeria przyniosła poszukiwane prezenty, ale nie było już tej niegdysiejszej fascynacji amerykańskim mallem, no cóż, mamy je na codzień. Jeszcze poszukiwania stateczków zaparkowanych na tyłach domów i liczba tematów do malowania znacznie wzrosła ..

Fort Lauderdale, Las Olas i kanały na tyłach

Iguany

Kanały

Dzień 22, 25 czerwca 2021, Floryda, Miami

W ten ostatni dzień florydzkiej części naszych wakacji jedziemy do Miami. Kiedyś tam byliśmy na konferencji i ogólnie nie lubimy miast, z dużą ilościa ludzi, ulic i problemami do parkowania, ale szukamy tematów do malowania a tam można je znaleźć. Po komunikacji z P. Pawłem z Interameryka wiemy że mamy jechać do Espanila Way. No to tam się udajemy, parking? 40$ za 3h, naprawdę!. Są tam teraz czynne 4 restauracje, jedna kubańska i w niej jemy sampler na 2. Jest fajnie choć ciepło i dużo ludzi. Robert proponuje spacer na plażę. No! I tam zaczyna się przygoda. Chmury deszczowe w oddali robią wrażenie, zdjecia super z tego wychodzą. Kiedy statek wycieczkowy przestaje być widoczny, Roberta wniosek że deszcz idzie ku nam wydaje się być sluszny, wracamy te parę metrów i zatrzymujemy się pod daszkiem Starbucksu. Słusznie! Bo tropikalny deszcz który z tego wynika jest potężny i ładny.

Ulice Miami

Po deszczu spacer deptakiem Miami Beach, art deco domy/hotele i restauracje. Po występie drag queen, lekko zniesmaczeni zaczynamy wracać, opłotkami i tam parę fajnych domów też fotografujemy. Tropikalny klimat powoduje lepkość ciała i zmęczenie. Z ulgą zaczynamy wracać do Fort Lauderdale, choć trafik straszny, tego akurat bardzo nie lubimy, tego tłoku i zaludnienia … Wieczorem się pakujemy, rano już zaczynamy wracać.

Widok z naszego hotelu: kanały, odkrycie tego lata w Fort Lauderdale

Dzień 23, 26 czerwca 2021, zaczynamy wracać, Fort Lauderdale-Navarre, FL

Sprawnie wyjeżdżamy ok 8 rano. Po 650 milach w słońcu i mocnym deszczu na przemian dojeżdżamy do Navarre, miasteczka koło Pensacoli czyli przejechaliśmy cały półwysep Florydy i zaczynamy jechać na zachód, ten dziki 😉. Stąd drugie tyle do domu, ale najpierw dzień odpoczynku, pisania, robienia i obrabiania zdjęć.

Dzień 24, 27 czerwca 2021, Navarre, FL, koło Pensacoli

Poranek wyspania, zdjęcia, piszę te słowa i … zbieramy sie do fotografowania łódeczek zanim wrócimy na mecz. Szukamy miejsca gdzie naprawiają łódki, ale nie znajdujemy za to mamy fajną czaplę i nasza restaurację z poprzedniego pobytu. Dzwonię też do mamy. Po obiedzie jedziemy do hotelu na koniec meczu, o no! Portugalnia odpada!

Mieliśmy już nie wychodzić ale jakoś nas ciągnie choć na chwile nad morze. Jedziemy więc na plaże Navarre, miejscowości koło Pensacoli gdzie jest nasz hotel. No i na koniec naszej cudnej podróży znajdujemy super plażę, i siedzimy na niej chwilkę. Decydujemy, że kiedyś tu wrócimy na dłużej … …

Plaża w samym Navarre

Plaża między Navarre a Pensacolą

Dzień 25, 28 czerwca 2021, wracamy do domu

Rano wyruszamy do domu, znaną nam już drogą. Jedziemy i jedziemy … Texas wita nas deszczem, czasem nawet dość mocnym, jedziemy więc wolniej. To znane nam tereny więc w końcu dojeżdzamy do domu bezproblemowo. Do pilnującej go Agatki i naszych jamników .. 5544 mile, 8800 km (na mapie brakuje Bostonu na północy i Miami na poludniu bo sie nie zmieściły). To była piękna wyprawa, piękne podsumowanie naszych 10 lat.. jakie będa te nastepne? A kto to wie? może takie jakie je sobie zorganizujemy? a może znów nas życie zaskoczy? Byle razem!